poniedziałek, 6 października 2008

Strajk generalny

Jak ja lubie belgijskie strajki generalne... Oczywiscie pod warunkiem, ze na taki dzien nie mam nic zaplanowanego, nic niezbednego do wykonania, nie musze sie nigdzie przemieszczac...
Jak w Belgii jest strajk, to niemal caly kraj stoi. I dzieki temu mialam dzis przedluzony dluuuugi weekend! :)))

piątek, 15 sierpnia 2008

Jako ze sezon urlopowy mamy w pelni poki co o belgijskich absurdach na razie cicho. Nie oznacza to jednak, ze ich nie ma. ;)

Ostatnio wysledzono, iz w jakiejs gminie flamandzkiej burmistrz zdjal wszystkie flagi belgijskie ze swojego urzedu, a zostawil tylko flamandzkie. Argumentowal to tym, ze nie wierzy juz w przyszlosc Belgii jako panstwa.

Hmmm... sama sie zaczelam zastanawiac czy ja wierze? Poki co jakos sie rozpada i nie moze rozpasc. Wszyscy znajomi mi Belgowie (z jednej i drugiej strony granicy ;)) maja kwestie rozpadu w... glebokim powazaniu i uwazaja, ze politycy naprawde powinni zajmowac sie czyms bardziej istotnym dla obywateli.

sobota, 2 sierpnia 2008

Niedawno kolezanki z Polski majace mezow obcokrajowcow skarzyly sie, ze w polskich urzedach w Wydzialach ds. cudzoziemcow nie ma pracownikow, ktorzy poslugiwaliby sie jezykami obcymi.
Ha, w niektorych miejscowosciach we Flandrii jest dokladnie odwrotnie. Urzednicy mowia swietnie np. po angielsku czy francusku, ale... nie wolno im. Komunikacja miedzy urzednikiem a petentem musi odbywac sie obowiazkowo po niderlandzku.

W gminie Zaventem wyprodukowano wlasnie niedawno mnostwo ulotek dla cudzoziemcow z informacja, ze nalezy przyjsc do urzedu z tlumaczem.

sobota, 19 lipca 2008

Mamy rzad? Nie mamy rzadu?

Najmilosciwiej nam panujacy premier Leterme podal sie do dymisji. Jakos tak ze trzy dni temu, w... nocy, zeby rano nastepnego dnia Belgia znow obudzila sie bez rzadu. Jako, ze dymisje sklada sie na krolewskie rece krol odczekal dwa dni i... dymisje Leterma odrzucil. Bal sie chyba, ze tym razem juz naprawde od rozpadu dziela nas kroki.

W zwiazku z tym powolana zostala do zycia Swieta Trojca - po jednym przedstawicielu Brukseli, Walonii i mniejszosci niemieckojezycznej, ktora ma sie pozastanawiac i przedstawic propozycje wyjscia z impasu.

Czasem mam wrazenie, ze politycy w Belgii naprawde nie maja czym sie zajmowac...

środa, 28 maja 2008

Kupno ziemi

W tym kraju nawet zakup kawalka ziemi pod budowe domu urasta do problemu politycznego.
W poniedzialek, 26 maja, radni Zaventen (nieduze miasteczko, w ktorym znajduje sie glowne belgijskie lotnisko, niedaleko Brukseli, juz we Flandrii) uchwalili, ze przy zakupie dzialek nalezacych do gminy pierwszenstwo beda mialy osoby niderlandzkojezyczne, badz takie, ktore zadeklaruja chec nauki tego jezyka (tylko wlasnie, co to oznacza w praktyce?).

wtorek, 27 maja 2008

Jeszcze raz o kolejach

Tak koleje belgijskie, to rzeczywiscie wdzieczny temat. Niedawno pisalam o probie kupienia biletu do Polski (tutaj), a znow zachcialo mi sie kupic bilet na pociag miedzynarodowy. Choc tym razem, wydawaloby sie, ze powinno byc bezproblemowo. Ale ad rem.

Otoz od czasu do czasu mamy rozne fajne weekendowe, badz inne promocje. No i wlasnie teraz trwa promocja Promo Maastricht, gdzie za jedyne 10 euro mozna kupic sobie bilet tam i z powrotem z kazdego miejsca w Belgii. W Maastricht nigdy nie bylismy, wiec postanowilismy sie tam wybrac.

Wysiadajac z pociagu w moim miasteczku podeszlam do kasy z pytaniem o te promocje. W momencie kiedy tylko wymowilam slowo Maastricht, pan po drugiej stronie natychmiast zareagowal, ze niestety, ale dzis on biletow miedzynarodowych sprzedac nie moze, nie moze udzielic zadnej informacji, a w ogole to jest sam i dzis do tego wlasciwego programu nawet nie moze zajrzec (nie dowiedzialam sie dlaczego).

Zeby bylo ciekawiej, scenka ta odbywala sie dzis po ogolnokrajowym strajku, kiedy to w Belgii nie wyjechal na tory zaden pociag, a kolej przepraszala pasazerow za niedogodnosci oferujac im tzw. soory pass, czyli bilet jednodniowy dla jednej osoby, na dowolna trase i z dowolna iloscia przesiadek.

A moze by tak zamiast strajkowac po prostu nauczyc sie obslugiwac pasazerow?
Wrrr...

P.S. Mam to szczescie, ze pracuje w Brukseli, wiec bilet do Maastricht po prostu kupilam sobie dzis rano. Na szczescie bez problemow i bez kolejek.

wtorek, 13 maja 2008

Rada Europy bedzie nam sie przygladac...

Jakby miala czemu... :P

A chodzi o to, ze juz od wielu miesiecy w trzech communes de facilites (wiecej tutaj) panuje bezkrolewie. Jako, ze we wszystkich tych gminach burmistrzowie przedstawieni do nominacji sa frankofonami, flamandzki Minister Spraw Wewnetrznych odmowil ich nominacji.
W zwiazku z tym Kongres Władz Lokalnych i Regionalnych Europy, czyli organ doradczy Rady Europy wyslal swojego przedstawiciela, by z bliska przyjrzal sie sytuacji.
Z tego, co pisze Le Soir, kalendarz spotkan delegacji RE jest dosc napiety. Ciekawa jestem tylko, czy ktos z nich w ogole zrozumie o co tak naprawde chodzi...

poniedziałek, 12 maja 2008

A moze by tak do Francji...?

sie przylaczyc?
(czyli kolejne science fiction)

Niedawno w jednym z programow publicystycznych zaprezentowano wizje przylaczenia Walonii do Francji i stworzenia kolejnego departamentu o specjalnym statusie.

Jakich zmian nalezaloby sie spodziewac?
  • Przede wszystkim calkowitej zmiany historii uczonej w szkolach. Biedne dzieci, zamiast nauczyc sie imion kilku krolow, ktorych mozna wymienic w ciagu pol minuty, musialyby uczyc sie dlugiej i skomplikowanej historii Francji, wlacznie z calym pocztem krolow, ktorych nie sposob wymienic w ciagu kilku minut. Nie do pomyslenia dla Belgow. ;)
  • Marsylianka zastapilaby Brabançonne. To w sumie nieszczegolna zmiana, skoro premier Belgii poproszony o zaspiewanie hymnu swojego kraju, spiewa ten pierwszy. :P
  • Zamiast portretow krola i krolowej Belgii w merostwach (bo te zastapilyby gminy) pojawilyby sie zdjecia Sarkozy'ego i Carli Bruni. (hmmm.. kuszace, nieprawdaz? ;))

Pytani na ulicach Francuzi, czy nie maja nic przeciwko przylaczeniu Walonii do Francji, albo nie wiedzieli co to takiego jest Walonia :P albo nie mieli zdania, albo (w miejscowosciach nadgranicznych) stwierdzali, ze to i tak nieczego nie zmieni. Dla nich pewnie faktycznie niczego.

Poczekamy, zobaczymy...

piątek, 9 maja 2008

Konkurs a la Belge ;)

Ostatnio jedna z gazet belgijskich (nie pamietam dokladnie ktora, ale glowe daje, ze flamandzkojezyczna) oglosila nietypowy konkurs dla swoich czytelnikow.
Nalezy mianowicie podac dokladne date, kiedy to Belgia... oficjalnie przestanie istniec.
Jako nagrode przewidziano... gore frytek. Zwyciezca dostanie ich tyle, ile sam wazy.

Jak to dobrze, ze niektorzy podchodza do tego, co dzieje sie w tym kraju z przymrozeniem oka. ;)

czwartek, 8 maja 2008

Jeden kraj? Dwa kraje?

Czasem sie okazuje, ze ten skomplikowany system administracyjny ma jednak i zalety.

Przyklad.

Na dlugi pierwszomajowy weekend wybralismy sie w Ardeny. Poza innymi atrakcjami zwiedzilismy tez ferme owcza. Pomysl na jej prowadznie (a tym samym odrodzenie ginacego belgijskiego gatunku owiec) zrodzil sie w glowie pary mlodych Flamandow.
Jako, ze Flamandowie mieszkaja glownie we Flandrii ;) zglosili sie z pomyslem do swojego Regionu, przedstawili plany, starajac sie o dotacje. Tymczasem Flandia pomyslu nie zaakceptowala uznajac go za zbyt "ambitny" i zaproponowala za zabranie sie na poczatek za cos "mniejszego".

Niezrazeni tym mlodzi entuzjasci zglosili sie do Regionu Walonskiego. Tam powiedziano im, ze oczywiscie, ze nie ma sprawy, ze moga sobie hodowac co im sie zywnie podoba, czy to kozy, czy owca, czy... slimaki. :D

I w taki oto sposob zainstalowali swoje gospodarstwo w pieknej Prowincji Luksemburg na poludniu Belgii.

piątek, 25 kwietnia 2008

Zachcialo nam sie do Polski

Dzieki dzisiejszemu dniowi jestem bogatsza o kolejne doswiadczenie emigrantki.

Otoz zachcialo nam sie jechac do Polski.
Mamy do wyboru: samolot, pociag, autobus.
Zalozylam, ze - samolotem sie nie da - bo za daleko od lotniska z tanimi liniami.
Ze pociagiem bedzie za drogo.
Ze zostaje autokar i ze z tym nie powinno byc problemu, bo autokarow jezdzacych do Polski jak mrowkow.
Ba! Okazalo sie, ze bardzo sie mylilam!
Pociag w Polsce + samolot z W-wy na powrot okazal sie najlepszym rozwiazaniem. I wcale nie takim drogim.

Za to dzis usilowalimy kupic bilety do Polski.

Zadzwonilismy na informacje kolejowa, gdzie dowiedzielismy sie, ze owszem, sa jeszcze promocyjne bilety, nalezy jednak osobiscie przejsc sie na dworzec i je zakupic. Przeszlismy sie wiec do nas, na nasza stacje, gdzie pan przez 20 min usilowal znalezc bilety w zadanej przez nas cenie, az w koncu sie poddal, kazal jeszcze raz zadzwonic na informacje i poprosic o instrukcje, gdzie on ma ich szukac. Na moje pytanie: czy on nie moze sam sie skontaktowac i informacja dowiedzialam sie, ze nie. Kiedy zadzwonilismy do informacji mila pani zdziwila sie, po czym wyjasnila nam, ze ona, owszem, moze nam wytlumaczyc, ale to nie ma sensu, bo do tego trzeba znac program, a w ogole to przeciez jest specjalny Help Desk, wlasnie po to, by pracowniki kolei mogli dzwonic w razie watpliwosci.

Zdecydowalismy jednak, ze oszczedzimy juz pana na naszej stacji i po prostu bilety kupimy w Brukseli. W koncu gdzie, jak gdzie, ale w stolycy ;))) chyba maja doswiadczenie w sprzedazy biletow miedzynarodowych. Po odstaniu pol godziny w kolejce wyluszczylismy o co nam chodzi. Niestety, reakcja taka sama - w systemie nie ma takiej ceny. Tym razem jednak nie poddalismy sie, ujawsnilismy, ze wiemy o istnieniu Help Desk i pan niechetnie, ale zadzwonil... Wprawdzie udalo mu sie znalezc to, o co nam chodzilo, ale okazalo sie, ze w cenie promocyjnej byl juz tylko 1 bilet, a nam potrzebne byly 2.

Chcac nie chcac wrocilismy wiec do idei przejadu autokarem. Poszlismy do polskiego biura podrozy, aby kupic bilety. Pan siedzacy przede mna poinformowal nas, ze na zadana date biletow nie ma. kiedy jednak powiedzialam mu, ze znalazlam w internecie bilety wlasnie na te date oraz podalam nazwe firmy przewozowej, jakim cudem je znalazl.
W koncu po przejsciach stalismy sie szczesliwymi posiadaczami biletow do Polski....

Wniosek jest nastepujacy: przed jakimkolwiek wyjazdem trzeba SAMEMU posprawdzac wszystkie mozliwe polaczenia w internecie + zadzwonic tam, gdzie potrzeba i dopiero jak sie juz dokladnie SAMEMU wie, jakie i za ile bilety chce sie kupic, wowczas mozna isc na dworzec/do biura podrozy. Nie ma co liczyc na jakakolwiek pomoc czy informacje w tym miejscu.

Czyli: umiesz liczyc, licz na siebie.

niedziela, 13 kwietnia 2008

Wywiad

Wczoraj ogladalam na EuroNews wywiad z milosciwie nam panujacym Letermem.
Oczywiscie mozna bylo sie spodziewac pytania odnosnie prawa dotyczacego lokali socjalnych.

Pytanie padlo takie:
- Czy nie uwaza pan, ze to prawo ma charakter dyskryminacyjny?
- Nie mnie to oceniac.
- No tak sadzi ONZ, ostatnia uchwala...
- (Milczenie przez dluzsza chwile...) No dobrze, to jakie jest w zasadzie Panskie pytanie?

Premierowi gratulujemy braku dyplomacji i niemozliwosci udzielenia odpowiedzi na pytanie, ktore mozna bylo przewidziec na 1000%.

wtorek, 8 kwietnia 2008

Ucz sie Jasiu, ucz...

Czasem ten kraj mnie zadziwia. Pozytywnie!

Otoz odkrylam niedawno, ze chodzac na kurs jezykowy mam prawo do... 10 dodatkowych dni urlopu!

Generalnie panstwo belgijskie zacheca osoby juz pracujace do ksztalcenia ustawicznego. Zacheca - wlasnie prawem do dodatkowego urlopu. Ilosc dodatkowych dni urlopu zalezy od rodzaju kursu, jego trwania, rodzaju umowy o prace. Jest to oczywiscie urlop jak najbardziej platny, ktory jednak nie obciaza pracodawcy, poniewaz jest finansowany przez belgijskie Ministerstwo Pracy. Jedyny, malutki minus - urlop musi byc wziety w trakcie trwania kursu.

No ale nic nie jest doskonale! A temu rozwiazaniu juz do doskonalosci blisko, blisko...

piątek, 4 kwietnia 2008

Jak to z tymi jezykami bywa czyli uzupelnienie do poprzedniego wpisu...

No wlasnie to jak to w koncu jest z tymi jezykami? Frankofonizacja? Flamandyzacja??
(to miala byc odpowiedz na komentarz Kury, ale jako, ze odpowiedz jest za dluga na wpisanie jej do komentarza poswiece jej osobny wpis).

Bo to wszystko jest tak naprawde cholernie pokomplikowane. Z jednej strony Flamandowie maja za zle (i slusznie!), ze frankofoni nie chca sie uczyc niderlandzkiego, tylko oczekuja, ze wszyscy beda gadali z nimi po francusku. (Znaczna wiekszosc spotkanych przeze mnie Flamandow mowi dobrze, badz bardzo dobrze po francusku, to jest fakt, odwrotnie juz baaardzo rzadko).

Z drugiej strony jednak, jesli juz jacys rodzice chca, zeby ich dzieci uczyly sie niderlandzkiego (a sami nie mowia w tym jezyku), to maja tak pod gorke, jak w opisanej poprzednio sytuacji. Podobnie jest ze szkola. Jesli chce sie wyslac dziecko do niderlandzkojezycznej szkoly - trzeba wykazac, ze przynajmniej jeden z rodzicow mowi w tym jezyku (biegle!). Do tego w niektorych szkolach mowienie w innym jezyku niz niderlandzki (np. na przerwach)jest po prostu zakazane.

No i badz tu madry i pisz wiersze. (tu powinna byc taka ikonka co rozklada rece ;))

W zwiazku z tym ikonka, ktora widac po prawo nawolujaca do jednosci Belgii wzywa do tego po... angielsku. :P

środa, 26 marca 2008

Czasami, kiedy juz juz wydaje mi sie, ze nic bardziej absurdalnego w Belgii w kwestiach "jezykowych" wymyslic sie nie da, zostaje zaskakiwana. Pomyslowosc i absurdalnosc ludzka nie ma jednak granic...
Otoz ostatnio zostalismy uraczeni taka oto wiadomoscia:

Dzieci nie mowiace po niderlandzku nie beda mogly bawic sie na placach zabaw w Lidekerke (region Brabant-Flamand, Vlaams-Brabant).

Ale o soooo chodzi?

Chodzi o to, ze nowe regulacje dotyczace placow zabaw w Liedekerke przewiduja, ze osoba opiekujaca sie dziecmi, ktore sie tam bawia bedzie mogla nie wpuscic na taki plac zabaw dzieci, niemowiacych, badz nierozumiejacych po niderlandzku.

Ponadto, plac zabaw (podczas organizowanych tam przez gmine roznych zabaw dla dzieci) ma byc dostepny jedynie dla dzieci mieszkajacych w Liedekerke, badz majacych "powiazania rodzinne" z kims kto zamieszkuje w tej gminie.

Burmistrz Liedekerke tlumaczy nowe uregulowania wzgledami... bezpieczenstwa.

Dwa dni pozniej flamandzki Minister ds. Obywatelskosci (nie mam pojecia jak to dobrze i jakos ladniej przetlumaczyc....) przeznaczyl dotacje w wysokosci 42 000 euro na wsparcie projektow majacych poprzez zabawe zaznajomienie dzieci z jezykiem niderlandzkim .

Wsrod 12 dofinansowanych projektow, znalazl sie takze jeden z ... Liedekerke. ;)

czwartek, 13 marca 2008

Po pupie, po pupie, po pupie bija nas...

i to kto bije! Sama ONZ i Komisja Europejska. Nonono.

No dobra, nas jak nas. Flamandow bija. :P

A rzecz sie rozchodzi o to, ze Flandria skrytykowana zostala, zarowno przez Komitet ONZ ds. eliminacji dyskryminacji rasowej, jak i Komisje Europejska, za regulacje dotyczace mozliwosci ubiegania sie o lokale socjalne. Zgodnie z tymi regulacjami osoby starajace sie o takie lokale we Flandrii musza badz mowic po flamandzku, badz wykazac chec do jego nauki.

No i co z tego wynika?

Nic.

poniedziałek, 10 marca 2008

Promocja

Bardzo smieszy mnie to, co dzis przedstawiane jest przez media jako niesamowite osiagniecie obecnego rzadu. Otoz chodzi o to, ze udalo sie dojsc do zgody na roznych szczeblach i to rzadowi federalnemu powierzono promowanie na swiecie... Belgii. Nie Flandrii, Brukseli czy Walonii, ale wlasnie Belgii... No i to jest wlasnie taki ogromny sukces. ;)

No bo na ten przyklad jesli turysta przyjezdzajacy do Brukseli chce dowiedziec sie, co mozna zobaczyc w Belgii to... sie nie dowie. Musi isc do Biura Promocji Flandrii i tam sie dowie, co mozna zobaczyc na polnocy. Kilkadziesiat metrow dalej miesci sie Biuro Promocji Walonii, gdzie mozna zasiegnac informacji, co jest ciekawego u frankofonow.

Zbyt wymagajace jest zrobienie wspolnego Biura Promocji Belgii...

sobota, 8 marca 2008

Dlaczego nie lubie chodzic na imprezy

w Belgii, w Belgii nie lubie.

Bo w Belgii zwyczajowo imprezy zaczynaja sie wtedy, kiedy ja juz najchetniej powoli zbieralabym sie do domu, a moj zoladek szykowal do wiazania sie na supelek.

Tymczasem... w gosci jestesmy zazwyczaj zapraszani na godz. 19-20 wieczorem. Zaczyna sie od drobnych przekasek, typu chipsy, jakies kawalki sera zoltego, male paroweczki + szampan. I tak to trwa, jakas godzine, az goscie wszystko zjedza i usiada do stolu do dania wlasciwego + wino, po ktorym oczywiscie jeszcze jest deser. Cala impreza to jest jedno "wielkie zarcie", ktore konczy sie gdzies tak okolo polnocy.

Jak dla mnie wszystko to zdecydowanie za duzo i za pozno.

wtorek, 4 marca 2008

Ik wil Nederlands spreken!

Za kazdym razem, kiedy wracam do domu w poniedzialkowe wieczory, po kolejnej lekcji niderlandzkiego dopada mnie frustracja.

No bo jak ja mam sie nauczyc czegokolwiek, jesli:
  • zajecia sa tylko raz w tygodniu i to NIGDY jeszcze nie trwaly tyle ile trwac powinny, pani nauczycielka jeszcze nigdy nie spoznila sie mniej niz 15 minut, konczymy tez zazwyczaj wczesniej;
  • na zajeciach jakies 90% czasu mowimy po francusku, przy czym pani nasza chwyta sie jakiejkolwiek sposobnosci "dygresyjnej", zeby tylko sobie z nami pogadac o, za przeproszeniem, dupie Maryny - po francusku oczywiscie;
  • poza mna chyba tak naprawde nikomu nie zalezy, zeby sie czegokolwiek nauczyc, ludzie chodza na ten kurs, bo sa zmuszani przez pracodawcow, czyt. musza przedstawic papierki, ze w takowym kursie brali udzial;
  • nauczycielce nie zalezy tym bardziej, jeszcze chyba nigdy nie zadala nam zadnej pracy domowej! a na moja prosbe o materialy z zajec, kiedy bylam nieobecna od 2 tygodni mowi "zapomnialam";
  • a tak w ogole to nazywajac tempo naszej nauki "zolwim" obraziloby sie zolwia;

Nie mam pojecia w jaki sposob moja nauczycielka prowadzi lekcje w szkole, z dziecmi, ale jesli podobnie i jesli inni nauczyciele sa podobni, to ja sie wcale nie dziwie, ze mali frankofoni nie potrafia sie porozumiec po niderlandzku...

niedziela, 2 marca 2008

Kolejki, kolejki...

Kolejki? W Belgii? A za czym to Panstwo tak stoja?

Pewnie wiele osob pamieta jeszcze krajobrazy kolejkowe w Polsce. Kolejki, spoleczne listy, zapisy, kartki, czasem awantury przed sklepami, czesto po prostu spedzanie w ten sposob dni, tygodni...

Kiedy patrze na ostatnie wiadomosci z Flandrii mam przed oczami déjà vu. W Walonii dokladnie te same obrazki mielismy pare miesiecy temu, w listopadzie, kiedy na dodatek bylo jeszcze zimniej.

A coz to za dobro wymaga poswiecen takich, ze spedza sie w kolejce nie tylko dnie, ale i noce?

Nauka, nauka Mocium Panie.

Zgodnie z nowymi wytycznymi, w szkolach srednich podleglych Wspolnocie Francuskojezycznej, zapisy skrocone zostaly do kilku dni na przelomie listopada i grudnia (w Belgii nie ma egzaminow wstepnych, generalnie zapisy sa na zasadzie kto pierwszy ten lepszy). W zwiazku z tym do najbardziej popularnych/majacych renome najlepszych, szkol (zwlaszcza w Brukseli) juz tydzien wczesniej zaczely ustawiac sie kolejki rodzicow, ktorzy chcieli, by ich dzieci zostaly zapisane do tej wlasnie konkretnej szkoly. Rodzice ci koczowali dnie i noce pod szkolami, jedli, spali, prowadzili zycie towarzyskie... Pojawily sie ogloszenia osob szukajacych desperacko studentow mogacych spedzic za nich noc w kolejce... Za noc mozna bylo dostac nawet 500 eur! Jako, ze byl to listopad (zimno) minister edukacji Wspolnoty Francuskojezycznej zaapelowala do dyrektorow, zeby na noc otworzyli drzwi swoich szkol. Niektorzy usluchali, a niektorzy stwierdzili, ze tego nie zrobia, gdyz byloby to wyrazenie zgody na absurdalne rozporzadzenie minister Areny. Dodatkowo, niektore ze szkol, jesli kolejka rodzicow liczyla wiecej, niz wolnych miejsc zawiadomily na wszelki wypadek policje, ze w pierwszym dniu zapisow moze byc nieco... hmm... niebezpiecznie. No i czasem faktycznie bylo.

Wypada mi tylko miec nadzieje, ze z tej sytuacji ktos w koncu jakies wnioski wyciagnie na przyszlosc. Choc jak widac Flandria, w tej chwili powiela bledy frankofonow tyle ze pare miesiecy pozniej...