sobota, 8 marca 2008
Dlaczego nie lubie chodzic na imprezy
w Belgii, w Belgii nie lubie.
Bo w Belgii zwyczajowo imprezy zaczynaja sie wtedy, kiedy ja juz najchetniej powoli zbieralabym sie do domu, a moj zoladek szykowal do wiazania sie na supelek.
Tymczasem... w gosci jestesmy zazwyczaj zapraszani na godz. 19-20 wieczorem. Zaczyna sie od drobnych przekasek, typu chipsy, jakies kawalki sera zoltego, male paroweczki + szampan. I tak to trwa, jakas godzine, az goscie wszystko zjedza i usiada do stolu do dania wlasciwego + wino, po ktorym oczywiscie jeszcze jest deser. Cala impreza to jest jedno "wielkie zarcie", ktore konczy sie gdzies tak okolo polnocy.
Jak dla mnie wszystko to zdecydowanie za duzo i za pozno.
Bo w Belgii zwyczajowo imprezy zaczynaja sie wtedy, kiedy ja juz najchetniej powoli zbieralabym sie do domu, a moj zoladek szykowal do wiazania sie na supelek.
Tymczasem... w gosci jestesmy zazwyczaj zapraszani na godz. 19-20 wieczorem. Zaczyna sie od drobnych przekasek, typu chipsy, jakies kawalki sera zoltego, male paroweczki + szampan. I tak to trwa, jakas godzine, az goscie wszystko zjedza i usiada do stolu do dania wlasciwego + wino, po ktorym oczywiscie jeszcze jest deser. Cala impreza to jest jedno "wielkie zarcie", ktore konczy sie gdzies tak okolo polnocy.
Jak dla mnie wszystko to zdecydowanie za duzo i za pozno.
wtorek, 4 marca 2008
Ik wil Nederlands spreken!
Za kazdym razem, kiedy wracam do domu w poniedzialkowe wieczory, po kolejnej lekcji niderlandzkiego dopada mnie frustracja.
No bo jak ja mam sie nauczyc czegokolwiek, jesli:
No bo jak ja mam sie nauczyc czegokolwiek, jesli:
- zajecia sa tylko raz w tygodniu i to NIGDY jeszcze nie trwaly tyle ile trwac powinny, pani nauczycielka jeszcze nigdy nie spoznila sie mniej niz 15 minut, konczymy tez zazwyczaj wczesniej;
- na zajeciach jakies 90% czasu mowimy po francusku, przy czym pani nasza chwyta sie jakiejkolwiek sposobnosci "dygresyjnej", zeby tylko sobie z nami pogadac o, za przeproszeniem, dupie Maryny - po francusku oczywiscie;
- poza mna chyba tak naprawde nikomu nie zalezy, zeby sie czegokolwiek nauczyc, ludzie chodza na ten kurs, bo sa zmuszani przez pracodawcow, czyt. musza przedstawic papierki, ze w takowym kursie brali udzial;
- nauczycielce nie zalezy tym bardziej, jeszcze chyba nigdy nie zadala nam zadnej pracy domowej! a na moja prosbe o materialy z zajec, kiedy bylam nieobecna od 2 tygodni mowi "zapomnialam";
- a tak w ogole to nazywajac tempo naszej nauki "zolwim" obraziloby sie zolwia;
Nie mam pojecia w jaki sposob moja nauczycielka prowadzi lekcje w szkole, z dziecmi, ale jesli podobnie i jesli inni nauczyciele sa podobni, to ja sie wcale nie dziwie, ze mali frankofoni nie potrafia sie porozumiec po niderlandzku...
niedziela, 2 marca 2008
Kolejki, kolejki...
Kolejki? W Belgii? A za czym to Panstwo tak stoja?Pewnie wiele osob pamieta jeszcze krajobrazy kolejkowe w Polsce. Kolejki, spoleczne listy, zapisy, kartki, czasem awantury przed sklepami, czesto po prostu spedzanie w ten sposob dni, tygodni...
Kiedy patrze na ostatnie wiadomosci z Flandrii mam przed oczami déjà vu. W Walonii dokladnie te same obrazki mielismy pare miesiecy temu, w listopadzie, kiedy na dodatek bylo jeszcze zimniej.
A coz to za dobro wymaga poswiecen takich, ze spedza sie w kolejce nie tylko dnie, ale i noce?
Nauka, nauka Mocium Panie.
Zgodnie z nowymi wytycznymi, w szkolach srednich podleglych Wspolnocie Francuskojezycznej, zapisy skrocone zostaly do kilku dni na przelomie listopada i grudnia (w Belgii nie ma egzaminow wstepnych, generalnie zapisy sa na zasadzie kto pierwszy ten lepszy). W zwiazku z tym do najbardziej popularnych/majacych renome najlepszych, szkol (zwlaszcza w Brukseli) juz tydzien wczesniej zaczely ustawiac sie kolejki rodzicow, ktorzy chcieli, by ich dzieci zostaly zapisane do tej wlasnie konkretnej szkoly. Rodzice ci koczowali dnie i noce pod szkolami, jedli, spali, prowadzili zycie towarzyskie... Pojawily sie ogloszenia osob szukajacych desperacko studentow mogacych spedzic za nich noc w kolejce... Za noc mozna bylo dostac nawet 500 eur! Jako, ze byl to listopad (zimno) minister edukacji Wspolnoty Francuskojezycznej zaapelowala do dyrektorow, zeby na noc otworzyli drzwi swoich szkol. Niektorzy usluchali, a niektorzy stwierdzili, ze tego nie zrobia, gdyz byloby to wyrazenie zgody na absurdalne rozporzadzenie minister Areny. Dodatkowo, niektore ze szkol, jesli kolejka rodzicow liczyla wiecej, niz wolnych miejsc zawiadomily na wszelki wypadek policje, ze w pierwszym dniu zapisow moze byc nieco... hmm... niebezpiecznie. No i czasem faktycznie bylo.
Wypada mi tylko miec nadzieje, ze z tej sytuacji ktos w koncu jakies wnioski wyciagnie na przyszlosc. Choc jak widac Flandria, w tej chwili powiela bledy frankofonow tyle ze pare miesiecy pozniej...
środa, 27 lutego 2008
Dzis nieco pozytywnie :)
zeby nie bylo, ze tylko narzekam i narzekam. ;)
I to - i dziwo! - o kolejach bedzie.
O tych samych, co to albo strajkuja, albo sie spozniaja, albo jeszcze co innego im na drodze stoi. ;)
Otoz jakis czas temu zostawilam w pociagu ksiazke, w ktorej byl bilet miesieczny. Swiezutki jeszcze, kupiony kilka dni wczesniej. A ksiazka, tez swiezutka i na dodatek przywieziona wlasnie z Polski, ledwie napoczeta w czytaniu.
Poszlam do punktu rzeczy zgubionych w Brukseli i mowie w czym rzecz. Pan mi podsuwa do wypelnienia formularz, w ktorym mam szczegolowo opisac co zgubilam, kiedy, w ktorym pociagu (na jakiej trasie, wlacznie z godzina) oraz zaznaczyc, na jakim dworcu chcialabym ewentualnie odebrac.
Wypelnilam wszystkie rubryczki. Oddaje formularz. Jeszcze tego samego dnia dostaje kopie formularza na moj adres e-mailowy. Odpisuje, poprawiajac dane + podaje link, pod ktorym mozna zobaczyc okladke ksiazki, ktora zgubilam.
Nastepnego dnia ide na dworzec, by zalatwic duplikat mojej karty miesiecznej. Uff... na szczescie nie musze kupowac nowego biletu. Wszystko maja w systemie komputerowym. Wystarczy tylko, ze podam nazwisko.
Kilka dni pozniej dostaje telefon z dworca kolejowego w moim miasteczku, ze czeka na mnie przesylka w kasie. Ide do kasy, pani pokazuje mi niewielka paczke i kaze sprawdzic czy to moje nazwisko na niej widnieje. Ano moje. Otwieramy paczke, w ktorej jest zgubiony bilet miesieczny i ksiazka! Uiszczam oplate manipulacyjna (podobnie zreszta jak za duplikat karty) i cala szczesliwa przestaje przez chwile psioczyc na jakosc kolei w Belgii. :)
... zobaczymy tylko na jak dlugo... ;)
I to - i dziwo! - o kolejach bedzie.
O tych samych, co to albo strajkuja, albo sie spozniaja, albo jeszcze co innego im na drodze stoi. ;)
Otoz jakis czas temu zostawilam w pociagu ksiazke, w ktorej byl bilet miesieczny. Swiezutki jeszcze, kupiony kilka dni wczesniej. A ksiazka, tez swiezutka i na dodatek przywieziona wlasnie z Polski, ledwie napoczeta w czytaniu.
Poszlam do punktu rzeczy zgubionych w Brukseli i mowie w czym rzecz. Pan mi podsuwa do wypelnienia formularz, w ktorym mam szczegolowo opisac co zgubilam, kiedy, w ktorym pociagu (na jakiej trasie, wlacznie z godzina) oraz zaznaczyc, na jakim dworcu chcialabym ewentualnie odebrac.
Wypelnilam wszystkie rubryczki. Oddaje formularz. Jeszcze tego samego dnia dostaje kopie formularza na moj adres e-mailowy. Odpisuje, poprawiajac dane + podaje link, pod ktorym mozna zobaczyc okladke ksiazki, ktora zgubilam.
Nastepnego dnia ide na dworzec, by zalatwic duplikat mojej karty miesiecznej. Uff... na szczescie nie musze kupowac nowego biletu. Wszystko maja w systemie komputerowym. Wystarczy tylko, ze podam nazwisko.
Kilka dni pozniej dostaje telefon z dworca kolejowego w moim miasteczku, ze czeka na mnie przesylka w kasie. Ide do kasy, pani pokazuje mi niewielka paczke i kaze sprawdzic czy to moje nazwisko na niej widnieje. Ano moje. Otwieramy paczke, w ktorej jest zgubiony bilet miesieczny i ksiazka! Uiszczam oplate manipulacyjna (podobnie zreszta jak za duplikat karty) i cala szczesliwa przestaje przez chwile psioczyc na jakosc kolei w Belgii. :)
... zobaczymy tylko na jak dlugo... ;)
sobota, 23 lutego 2008
Dzis podali w dzienniku, ze grupa Walonow, frankofonskich intelektualistow wierzac w to, ze Frandria "wybije sie" na niepodleglosc, zaczeli powaznie zastanawiac sie nad przyszloscia Walonii.
Proponuja nastepujace rozwiazania:
Proponuja nastepujace rozwiazania:
- niepodlegle panstwo Walonia,
- Brukselo-Walonia,
- przylaczenie sie Walonii do Francji
- albo do jakiegos innego panstwa.
Nic tylko ulozyc liste panstw, ktore by chcialy nas biednych frankofonow przygarnac. A potem proponuje referendum.
Ja poprosze o przylaczenie do Szwajcarii. Geograficzne.
czwartek, 21 lutego 2008
Nasz aktualnie milosciwie panujacy premier wybral sie wczoraj z wizyta do Francji. Jego nastepca, moj ulubieniec, jak i wielu Belgow zreszta :P (to ma byc sarkastyczne) Leterme przebywa aktualnie w szpitalu i nie wiadomo dokladnie ani co mu jest ani kiedy wyjdzie ze szpitala, a na horyzoncie niebezpiecznie pojawia sie znow motyw ilestamtrawajacego wakatu. Leterm ma bowiem oficjalnie przejac stery 20 marca. Dociekliwi dziennikarze francuscy dopytywali sie o to, co stanie sie z biedna Belgia. Wiecej, co bardziej zaniepokojeni domagali sie od Sarkozego "przygarniecia" frankofonow, no bo przeciez co gdziez sie oni biedni podzieja, jak im ojczyzna z mapy zniknie????
A z innej beczki.
Dzieci ze szkol podstawowych piszac ostatnie egzaminy z matematyki pod koniec testu musialy odpowiedziec na m.in. takie pytania:
A z innej beczki.
Dzieci ze szkol podstawowych piszac ostatnie egzaminy z matematyki pod koniec testu musialy odpowiedziec na m.in. takie pytania:
- Czy w domu mowisz po francusku?
- Czy twoi rodzice urodzili sie w Belgii?
- Czy masz do wlasnej wylacznej dyspozycji koputer, ksiazki...?
- Czy "osoba z zewnatrz" sprzata w Twoim domu?
Wiekszosc politykow komentujacych te rewelacje zgodzila sie co do faktu, ze pytanie te sa debilne i nie maja zadnego zwiazku z testem matematycznym. Szczegolnie pytanie o sprzataczke...
wtorek, 5 lutego 2008
Absurd nad absurdami
No zesz Ty w morde...
Sytuacja, rzeczywistosc (realna, nie wirtualna), z jaka zetknelam sie dzisiaj po prostu powalila mnie swoja absurdalnoscia. No wiekszej glupoty nawet w kabarecie by nie wymyslili...
Ale ad rem.
Otoz jako, ze NGOs, w ktorym pracuje sklada sie z organizacji czlonkowskich w Europie i Azji Centralnej, zdarza nam sie czesto zapraszac do naszej wspanialej europejskiej stolycy, osoby z krajow, ktore niestety wciaz potrzebuja wiz. Czasem jest to prawdziwa droga przez meke... czasem jeszcze gorzej... jak w Albanii.
Jako ze w Albanii belgijskiej ambasady niet, dotychczas zawsze wysylalismy zaproszenia do Ambasady Holandii. Tymczasem kilka dni temu, zaproszona przez nas osoba informuje nas, ze... Ambasada Holandii nie jest "wladna" zeby rozwazyc jego podanie i odsyla go do Ambasady Belgii w... Sofii po dalsze instrukcje.
No dobrze, wyslalismy zaproszenie do Sofii, myslac naiwnie, ze skoro Albanczycy maja sie kontaktowac z Ambasada Belgii w Bulgarii, to (podobnie jak w przypadku Gruzinow, ktorzy o wize ubiegac sie musza w Ambasadzie Belgii w Ankarze) sa jakies ulatwienia i wystarczy przeslac dokumenty poczta kurierska.
Niestety... Dostalismy fax, w ktorym wyraznie napisane bylo, ze:
- po pierwsze, jesli chodzi o wizy na pobyt do 90 dni, to... nalezy o nie wystapic do Ambasady Holandii (sic!) w Tiranie,
- po drugie, jesli Ambasada Holandii z jakichs powodow nie moze wydac wizy, nalezy stawic sie OSOBISCIE w Ambasadzie Belgii w Sofii i zadne dokumenty przeslane poczta kurierska nie beda brane pod uwage,
- po trzecie, aby stawic sie w Ambasadzie w Bulgarii nalezy wystapic o wize do Bulgarii (w przypadku podrozy samolotem), badz do Bulgarii i Macedonii (w przypadku podrozy samochodem, badz pociagiem),
-po czwarte, nikt w Ambasadzie nie mowi po albansku, nalezy sie poslugiwac francuskim, niderlandzkim, angielskim, badz bulgarskim; w innym przypadku nalezy stawic sie z tlumaczem.
Wiecej absurdow niestety z tego faxu nie pamietam, ale daje sobie glowe uciac, ze na pewno cos jeszcze bylo....
No, ale jako ze na pierwszym miejscu odsylaja nas do Ambasady Holandii w Tiranie... dzwonimy do rzeczonej Ambasady, gdzie uswiadamiaja nas, ze MSZ Belgii czegos tam nie dopelnil i ze od poczatku sierpnia Ambasada ta nie wydaje juz wiz na wjazd do Belgii.
Czyli, zeby biedny albanski czlowiek mogl przyjechac na jakies 3 dni do Brukseli musi przejsc te droge opisana powyzej...
Czy chodzi o to, zeby Albanczycy do Belgii w ogole przestali byc zapraszani?! Zeby przestali przyjezdzac?!
Sytuacja, rzeczywistosc (realna, nie wirtualna), z jaka zetknelam sie dzisiaj po prostu powalila mnie swoja absurdalnoscia. No wiekszej glupoty nawet w kabarecie by nie wymyslili...
Ale ad rem.
Otoz jako, ze NGOs, w ktorym pracuje sklada sie z organizacji czlonkowskich w Europie i Azji Centralnej, zdarza nam sie czesto zapraszac do naszej wspanialej europejskiej stolycy, osoby z krajow, ktore niestety wciaz potrzebuja wiz. Czasem jest to prawdziwa droga przez meke... czasem jeszcze gorzej... jak w Albanii.
Jako ze w Albanii belgijskiej ambasady niet, dotychczas zawsze wysylalismy zaproszenia do Ambasady Holandii. Tymczasem kilka dni temu, zaproszona przez nas osoba informuje nas, ze... Ambasada Holandii nie jest "wladna" zeby rozwazyc jego podanie i odsyla go do Ambasady Belgii w... Sofii po dalsze instrukcje.
No dobrze, wyslalismy zaproszenie do Sofii, myslac naiwnie, ze skoro Albanczycy maja sie kontaktowac z Ambasada Belgii w Bulgarii, to (podobnie jak w przypadku Gruzinow, ktorzy o wize ubiegac sie musza w Ambasadzie Belgii w Ankarze) sa jakies ulatwienia i wystarczy przeslac dokumenty poczta kurierska.
Niestety... Dostalismy fax, w ktorym wyraznie napisane bylo, ze:
- po pierwsze, jesli chodzi o wizy na pobyt do 90 dni, to... nalezy o nie wystapic do Ambasady Holandii (sic!) w Tiranie,
- po drugie, jesli Ambasada Holandii z jakichs powodow nie moze wydac wizy, nalezy stawic sie OSOBISCIE w Ambasadzie Belgii w Sofii i zadne dokumenty przeslane poczta kurierska nie beda brane pod uwage,
- po trzecie, aby stawic sie w Ambasadzie w Bulgarii nalezy wystapic o wize do Bulgarii (w przypadku podrozy samolotem), badz do Bulgarii i Macedonii (w przypadku podrozy samochodem, badz pociagiem),
-po czwarte, nikt w Ambasadzie nie mowi po albansku, nalezy sie poslugiwac francuskim, niderlandzkim, angielskim, badz bulgarskim; w innym przypadku nalezy stawic sie z tlumaczem.
Wiecej absurdow niestety z tego faxu nie pamietam, ale daje sobie glowe uciac, ze na pewno cos jeszcze bylo....
No, ale jako ze na pierwszym miejscu odsylaja nas do Ambasady Holandii w Tiranie... dzwonimy do rzeczonej Ambasady, gdzie uswiadamiaja nas, ze MSZ Belgii czegos tam nie dopelnil i ze od poczatku sierpnia Ambasada ta nie wydaje juz wiz na wjazd do Belgii.
Czyli, zeby biedny albanski czlowiek mogl przyjechac na jakies 3 dni do Brukseli musi przejsc te droge opisana powyzej...
Czy chodzi o to, zeby Albanczycy do Belgii w ogole przestali byc zapraszani?! Zeby przestali przyjezdzac?!
Subskrybuj:
Posty (Atom)
